Lemoniada z koniczyny

Dodatki

Cześć!

Gdy żar leje się z nieba, a to na Pomorzu Zachodnim latem 2024 r. dość powszechne zjawisko, należy pamiętać o właściwym nawadnianiu organizmu. Kto choć raz zemdlał w upale, wie o czym mowa. Woda to oczywiście wybór najprostszy. Co powiedzielibyście jednak na lemoniadę? Choć sama nazwa zawiera w sobie „cytrynowy element”, ta, którą chciałbym zaproponować w dzisiejszym wpisie daleka będzie od cytrusowych nut. Sięgnę za to po typowo polskie smaki oraz roślinę, którą każdy z nas zna i chyba nieco lekceważy.

Lemoniada z koniczyny

Koniczyna – ukryty skarb naszych łąk

Koniczyna to jeden z najbardziej pospolitych elementów flory zarówno wiejskiej, jak i miejskiej, niesłusznie kwalifikowanych jako chwast. W formie dzikiej występuje na wszystkich kontynentach poza Australią i to w aż 290 odmianach. W naszym kraju spotkamy 20 z nich. Należące do rodziny bobowatych, charakteryzujące się wielobarwnymi kwiatami od dziesięcioleci pełnią istotną rolę w rolnictwie. Wykorzystuje się je na łąkach i pastwiskach; ze smakiem zajada je większość roślinożernych zwierząt. Choć używanie koniczyny w gastronomii nie należy do zjawisk powszechnych, warto zwrócić na nią uwagę choćby z prozdrowotnych właściwości. Napar działa uspokajająco, przeciwzapalnie oraz uśmierza różnego rodzaju bóle. Polecany jest także osobom borykającym się z częstymi, niekontrolowanymi skurczami mięśni. W większej ilości stymuluje też oczyszczanie organizmu z nadmiaru wody, a to z kolei istotne zwłaszcza podczas wysokiej temperatury powietrza. Oczywiście warto pamiętać także o przynoszeniu szczęścia, wszak każdy z nas, przynajmniej raz w życiu, szukał słynnej, czterolistnej.

 

Od tradycji do innowacji – historia koniczynowej lemoniady

Przepis na koniczynową lemoniadę nie jest mój. Zasłyszałem go podczas spotkania z jednym z zachodniopomorskich kół gospodyń wiejskich, które miało miejsce na początku wakacji, w pięknym parku dworskim w Siemczynie niedaleko Czaplinka. Tam właśnie piłem opisywany napój po raz pierwszy i zdecydowanie się nim zachwyciłem.

 

Przepis na lemoniadę z koniczyny – prosty sposób na letnie orzeźwienie

Do przygotowania lemoniady potrzebujemy zaledwie trzech składników: kwiatów koniczyny (jeśli w naparze znajdzie się nieco łodyżek lub liści, nie szkodzi), w moim przypadku najbardziej popularnej nad Jeziorem Jamno, gdzie mieszkam, odmiany tzw. rozesłanej koloru białego, czystej wody oraz miodu. Z tego ostatniego Pomorze Zachodnie słynie nie tylko w Polsce. Tym razem zdecydowałem się na lipowy, dostarczony przez rodzinną pasiekę „Mokry Rudzik” z Kłosu niedaleko Koszalina. Przygotowanie napoju zajęło mi niecałą godzinę, z czego najdłużej trwało jego studzenie.

 

Personalizacja smaku – kreatywne wariacje koniczynowej lemoniady

Warto pamiętać, że lemoniadę z koniczyny możemy w dowolny sposób doprawić. Ja zwykle dodaję do niej świeżo zerwanych listków i gałązek mięty, piję też nieco rozcieńczoną zimną wodą mineralną. Równie dobrze smakować będzie z odrobiną świeżo wyciskanych soków owocowych albo domowym syropem. Sprawdźcie sami!

ogórki kiszone
Składniki:
  • Kwiaty kończyny – 5 garści.
  • Woda przegotowana lub źródlana – 1,5 l.
  • Miód – 1 łyżka stołowa.
  • Gałązka lub listki mięty (opcjonalnie).
Sposób wykonania

LEMONIADA Z KONICZYNY

Kwiaty opłucz, umieść w garnku i zalej wodą. Podgrzewaj na małym ogniu pilnując żeby napój się nie zagotował. Gdy jest letni, dodaj łyżkę miodu. Gdy kwiaty całkowicie zmiękną a woda nabierze słomkowego koloru i takiegoż zapachu, przelej przez sitko. Wystudź i podawaj doprawione lub nie. Na zdrowie!

Przepis przygotował:

Łukasz Gładysiak

ŁUKASZ GŁADYSIAK

Jestem humanistą w każdym calu, który przede wszystkim ubóstwia jedzenie i towarzyszące mu ceremoniały. Lubię też wiedzieć, dlaczego dana potrawa składa się z tego, z czego się składa i jaka jest jej geneza. Nie jestem kucharzem, choć kuchnia to jedno z moich ulubionych miejsc w domu. Uwielbiam historyczną gastronomię, zarówno tę, staropolską, jak i pochodzącą z innych zakątków świata. Do tego staram się przemycić ideę, która towarzyszyła naszym przodkom w kuchni praktycznie od zarania świata, czyli: „Zero Waste? Ale to już było!”.

Nie czekaj do jutra, zacznij dzisiaj!

Razem możemy uczynić naszą planetę miejscem, w którym warto żyć.